Spotkanie z duszą artysty to rzecz bardzo osobliwa. Wszystko odkryte... Wielkie to tajemnice - tajemnice tajemnic! A więc, czy to świat metafizyczny? - Na pewno tak! Ogólnie z pewnością każda sztuka taka jest. A tutaj czuje się jak człowiek przenika w płótno, jest po prostu absorbowany przez materię, którą niewątpliwie jest czas, ale czas nie teraźniejszy, czas poezji...
Zbigniew Stec to artysta mówiący tę tajemnicę za pomocą kruchej materii, czyli malarstwa. Artysta otwiera nam drzwi do świata metafizycznego i na pewno musi mieć w sobie takie oto powiedzenie: stanąłem i patrzę, a tu przede mną jeden świat, drugi świat, trzeci świat... Oczywiście, jest to wypowiedź poety. Obrazy jak okienka, czym więcej się ich otwiera, tym większy kłopot myślowy. Do pojmowania świata myśli jest tu bardzo blisko, a zarazem bardzo daleko - czasem człowiek czuje się bezradny, jak na rozdrożu - ale czyżby tak było? Otóż myśli tak namalowane i tak pokazane, muszą być w samej rzeczy nierealne, ale czy rzeczywiście tak jest? Trzeba sobie jasno powiedzieć, że pojawiły się i zdarzyły się w przestrzeni, a przecież taka przestrzeń to przestrzeń artysty - on je tylko uchwycił, ocalił jak dobry poeta - malarz obrazu.
Stec jest nieobojętny na całe otoczenie, w tym otoczenie czasu. Widzimy tu bardzo dużo ruchu, jakby wręcz brakowało miejsca, ale to, co jest - jest bardzo elokwentnie powiązane w całość. W obrazach czy okienkach Steca wprost przeciwnie - nie ma milczenia, czyli nicości. Te obrazy są jeszcze uwikłane w samej mocy tworzenia. Artysta sięga do prapoczątku czasu jako pewnej nieogarniętej przestrzeni, dając do zrozumienia, że jedynie człowiek głęboko rozumny może się identyfikować w pełni z takim właśnie światem, światem tajemnic. Artysta na pewno nie wątpi w intuicję odbiorcy i czym więcej tę przestrzeń mu otwiera obraz po obrazie, scena po scenie, drzwi po drzwiach, tym bardziej wchodzimy tu w przestrzeń bardziej tajemniczą, wręcz spotworniałą. A znajdując się już w środku obrazu, chcemy zrozumieć, czym jest byt sam w sobie.
U Steca ciągle trwa dramat rodzenia, dramat narodzin - istnienie rodzi inne istnienie. Artysta ciągle pragnie, myślę, że aż do obłędu, dowiedzieć się, co jest tam dalej, za horyzontem horyzontów, czy takie w ogóle istnieją? Każdy artysta to niesłychane źródło kontemplacji i obserwator całej aury istnienia. Stec, odkrywając swoją magiczną moc symboli, zrozumiał, że ma przed sobą niesłychaną perspektywę makro- i mikrokosmosu, ma też wysublimowanego, nie pozbawionego wyobraźni widza dla swoich przedstawień. Przyjął formę wypowiedzi poprzez figuratywność, gdyż nie chce być abstrakcjonistą, który zamalowuje przestrzenie, on przeciwnie - otwiera je i pomnaża. Nie zamalowuje czasu, chce być autentyczny i oryginalny, chce być czytelny, poprzez taką właśnie formę rozumiany do głębi i do końca. Widać zatem, że artysta ten posiadł taką moc, moc boskiego tworzenia, wręcz stwarzania - Stec stwarza czas! Są to najwierniejsze raporty z wypraw kontemplacyjnych - a to właśnie przestrzeń artysty. Nie bał się bez pozwolenia wkroczyć na tereny uświęcone normalnością wyobraźni, ze swoją wręcz nadludzką wrażliwością i nie boi się pokazać pędzlem i farbą na płótnie świata, który jest na pewno nasz, ale też świata, który odstaje od powszechnej normy. Artysta mówi tutaj wprost - normy w artyzmie nie ma! Wydaje się, że jest mu dobrze z taką muzą. Przebywanie na tych odległościach i w takich perspektywach na pewno oznacza coś więcej, niż tylko skróty myślowe, podane na płótno. Artysta ten przepowiada, że jeszcze coś istnieje poza tym realnym światem, że są jakieś miejsca, które odwiedzimy lub już odwiedzaliśmy duszą, choćby we śnie. Obrazy, które otwiera nam artysta, przyciągają niebywałą czystością, uporządkowaną przestrzenią do reszty! Znaczy to, że zależy mu na samym przekazie, ale też na osiągnięciu tzw. obrazu trójwymiarowego czy wręcz wielowymiarowego. Artysta wywołuje przyszłość i przeszłość jednocześnie, zderza je razem, sam będąc w środku, później w tym centrum stawia widza, wszystko to eksponuje przez swoją wyobraźnię, poruszoną przez sacrum czy prajaźń - bo taką Stec na pewno posiada. Patrząc na te obrazy, musi się mieć wtedy świadomość, że sceny takie zaistniały z pewnością na żywo. Bo i tak przecież jest !
Artysta umie z mroku przywołać niezwykłe, mistyczne wręcz sceny, graniczące z poezją, są to sceny bardzo mądre, pokazane w nazbyt misterny sposób, traktujące o magii, to wręcz wyraz rozumowania i pojmowania samego życia czy świata, ale wszystko to przez człowieczeństwo i jego skomplikowaną naturę w przyrodzie i w jego bezpośrednim otoczeniu. Stec pokazuje i przepowiada, jak tworzy się człowiek, uczy kolejności pojmowania i rozumowania świata.
Oczywiście, można powiedzieć - tak! Wydaje mi się jednak, że u tego twórcy jest coś więcej. Przeszedł on wiele, żeby znaleźć się po drugiej stronie rzeczywistości nadrealnej, pokazując, jak można pokonać monotonię i nudę, ze świadomością, że taki ogląd świata przywoływać musi o dreszcz. Sceny te są tak oryginalne, żeby zagonić widza do wnętrza tego świata, czyli do siebie, do własnej duszy. To przecież spotkania dusz !
Bo o Stecu się dzisiaj już mówi. Stec to artysta uporczywy, drążący nieustannie w wyobraźni ludzkiej i tą wyobraźnią wpływający na odbiorcę. Dokładnie sprawdza, gdzie przenosi go siła imaginacji, gdy serwuje bardzo ciekawe skróty myślowe, wzbogaca je, dążąc do jeszcze większego uproszczenia, co jest paradoksalne w tej twórczości i niespotykane! A jednocześnie, jak już wspomniałem, to bardzo poetyckie. Stec, wydaje się, dość oszczędnie wbrew pozorom używa swoich znaków - widać tu przemyślenie wnikające bardzo składnie w formę.
Stec to świadomość, że znakami trzeba dotykać jedynie oszczędnie i nie szastać nimi frywolnie. - Ale też wydaje mi się, że nie można tak do końca tłumaczyć dzieł artysty - te obrazy, wizje i myśli oraz czasem i sny trzeba po prostu obejrzeć, przeżyć, dotknąć okiem i własną wyobraźnią. To tak jakbyśmy spojrzeli w lustro własnej duszy - to jest pewne !
Uczestnictwo w przyrodzie, czemu jest przypisane człowieczeństwo, to jakby podstawa do tych obrazów. Trzeba też o tym malarstwie mówić jak o świetle nadziei, dając wyrazisty obraz swojej duszy i dając jej prawo do istnienia, niejako opierając się na niej. To nadzieja na inny byt, na tworzenie innego świata, żeby w nim pobyć, a takie światy przecież czekają na obudzenie. To niewątpliwie szczery artysta, nie pozuje, nie pożycza. Stec maluje po prostu dalej i dalej... Wizje, które ten artysta pokazuje, są niezwykle uroczyste, jakby czekały na objawienie miliony lat. To sprawia wrażenie autentyczności wykreowanych scen. Zatem można mówić, że malarstwo to porusza do głębi, przyprawia o bicie serca i dreszcz - i rzeczywiście tak jest !
Oglądając owe obrazy, jest się pod ogromnym wrażeniem tej niesamowitej myślowej tajemnicy ducha. Artysta odnajduje nasze myśli, daje do myślenia i kontemplacji, wprowadza nas do nieba - tak można o tym malarstwie mówić i tak trzeba mówić! Ale takie widzenie świata Bóg daje tylko niektórym animatorom, jak Zbigniew Stec, niemal anioł przysłany z góry, pokazujący myśli Boga! Stec - artysta nadrealnie spokojnie wrażliwy...

